Test maszynki do strzyżenia włosów Philips QC5115

Dziś coś dla osób, które jakiś czas temu przestały odwiedzać swojego fryzjera.philips-7 Oprócz oszczędności w kwocie 144 zł rocznie, jesteśmy niezależni od godzin pracy zakładów fryzjerskich, sami decydujemy kiedy i na jaką długość skrócimy swoje włosy. Pod lupę wziąłem maszynkę do strzyżenia firmy Philips model QC5115. Strzyżarkę porównywałem z jej starszym bratem niestety ze względu na to, że jego opakowanie uległo zniszczeniu i zostało wyrzucone nie jestem w stanie podać dokładnego modelu.

philips-3

Waga poprzednika.

Pierwsze co rzuca się w oczy po wyciągnięciu nowego Philipsa z pudełka to lekkość. Postanowiłem oba modele poddać kontroli wagi. Dla Philips QC5115 wynosi ona 129 g, a poprzednika 15 g więcej. Czy to dużo? Na to pytanie najłatwiej odpowiedzą osoby, które strzygą się same. Długie trzymanie strzyżarki w pozycji napięcia mięśni ręki jest męczące, może prowadzić do chwilowego braku kontroli nad maszynką lub grozić wypadkiem. W tym przypadku mniej g znaczy lepiej. Ciekaw jestem jak by to było używać maszynki ważącej do 100 g. Wydaje mi się, że obniżenie wagi do tego poziomu jest realne, zwłaszcza że silniczki tego typu urządzeń również podlegają trendowi miniaturyzacji i odchudzania. QC5115 nie ma stale podłączonego kabla zasilającego jak to było w poprzedniku, dzięki temu łatwiej jest spakować cały zestaw do pudełka, a kabel jest mniej podatny na uszkodzenia, a jeśli do niego dojdzie można zakupić nowy. Dlaczego o tym piszę? Poprzednikowi wpaphilips-4dł podczas pracy między ostrza przez co wymagał drobnej elektronicznej naprawy. Trochę przeraziła mnie wizja gwałtownego przecięcia kabla z płynącym wewnątrz prądem o napięciu 230 V, do której na szczęście tego dnia nie doszło. Maszynki zasilane sieciowo nie są tak bezpieczne jak maszynki zasilane akumulatorkami, w których nie ma kabla a płynący prąd nie zabije potencjalnego użytkownika podczas gdy ten popełni błąd. Niestety wszystko kosztem wagi, akumulatorki swoje ważą, wymagają po jakimś czasie wymiany, co wymaga specjalistycznej wiedzy elektronicznej. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by nie spróbować wymienić ich we własnym zakresie, o ile znajdziemy zamienniki.

philips-2

Opakowanie.

Co ujrzymy w pudełku z napisem Philips QC5115? Maszynkę, nasadkę zwiększająca / zmniejszająca długość cięcia, kabel z bardzo lekkim zasilaczem i szczoteczkę do czyszczenia urządzenia posiadającą 2 końcówki. Nasadka pracuje w zakresie 3mm – 21mm co czyni urządzenie uniwersalnym. Istnieje możliwość golenia bez niej, wtedy włosy będą bardzo krótkie. Odczuwalnym jest brak trymera, ale w tej klasie cenowej mało kto by się go spodziewał. Przycisk włączania / wyłączania działa dobrze i płynnie. Czyszczenie urządzenia nie jest kłopotliwe. Ostrza po 7 miesięcznej pracy nadal zachowują swoje fabryczne właściwości. Wszystko działa dobrze, konserwacja jest prosta. Ostrza nie wymagają smarowania i ostrzenia.

Podsumowanie: Philips QC5115 to idealny stosunek jakości do ceny. Znakomicie wywiązuje się ze swojej roli. Nie można niczego mu zarzucić. Renoma i klasa sama w sobie, na pewno posłuży użytkownikowi bardzo długo jak poprzednik, philips-1który dopiero po kilku latach zaczął ciągnąc za włosy i nie równo ciąć. Zapewne ostrza straciły na swojej ostrości, ponieważ pozostałe mechanizmy działają bezproblemowo nadal. Philips QC5115 zadowoli nawet najbardziej wybrednego użytkownika jeśli ten nie będzie szukał w nim jakiś egzotycznych funkcji dodatkowych. Ma strzyc i aż tyle. Czego chcieć więcej od strzyżarki?

Moja ocena: 5

zalety:
+ cena
+ jakość

wady:
– brak

NATEC Rhino – test kieszeni HDD

Kieszeń na dysk twardy pełni kilka funkcji. Pierwsza podstawowa daje możliwość korzystania z zamkniętego w niej dysku zupełnie jak z pamięci przenośnej typu pendrive czy karty SD. Gdybyśmy  chcieli skorzystać z dysku w komputerze musielibyśmy go umieścić w odpowiednim miejscu w obudowie. Jeśli chodzi o komputery stacjonarne nie jest to wielkim problemem: musimy uzbroić się w śrubokręt krzyżak, odkręcić dwnatec-rhino-1ie śruby obudowy, ściągnąć panel boczny, wsunąć nowy dysk w odpowiednie miejsce, przykręcić go 2/4 śrubkami a na koniec podłączyć dwie wtyczki i zamknąć obudowę. Problem pojawia się gdy chcemy skorzystać z dodatkowego dysku w laptopie. Mamy wtedy dwa wyjścia: zastąpić znajdujący się tam już dysk, lub rozebrać całą jednostkę celem zamontowania dodatkowego dysku w miejscu napędu. Tracimy wtedy wiele czasu oraz możliwość odtwarzania / wypalania płyt. Najgorzej gdy w czasie przeprowadzania montażu pomyliliśmy się. W najlepszym przypadku czeka nas ponowne rozbieranie sprzętu, w najgorszym wizyta w serwisie. Kieszenie na dyski twarde rozwiązują powyższe problemy. Pozwalają uzyskać dostęp do danych bez konieczności otwierania obudowy i rozkręcania sprzętu. Mnatec-rhino-2ontaż takiego rozwiązania to kwestia wyciągnięcia z pudełka, włożenia do wnęki pożądanego dysku, a następnie zamknięcie całości panelem w którym znajduje się gniazdo USB. Dodatkowo dla bezpieczeństwa całość skręcamy dwoma śrubkami dołączonymi przez producenta wraz z śrubokrętem gwiazdkowym i kablem USB. Cała operacja nie powinna przekroczyć 5 minut. Oszczędzimy czas i nerwy, nie wydając pieniędzy na zakup dysków zewnętrznych. Kieszeń pozwala każdy, pasujący dysk przekształcić w zewnętrzny. Kieszenie mają różne rozmiary, obecnym standardem jest rozmiar 2,5 cala, ale są także na rynku kieszenie dla większych, starszych dysków 3,5 cala. Nie ma możliwości włożenia dysku 3,5 cala do kieszeni przeznaczonej dla 2,5 i na odwrót. Kolejną zaletą kieszeni jest funkcja ochronna, chroni dysk przed zachlapaniem, pobrudzeniem oraz uszkodzeniami zewnętrznymi. Pozwala również w stopniu minimalnym zabezpieczyć wewnętrzne części dysku, jednak nie chroni go w 100% przed gwałtownym działaniem sił takich jak uderzenia, upadki czy wpływ pola magnetycznego.

Testowany dziś przeze mnie model kieszeni to NATEC Rhino o wymiarach: 13 mm, 78 mm, 132,5 mm (wysokość, szerokość, głębokość). Jest to kieszeń w ronatec-rhino-3zmiarze 2,5 cala, typ SATA. Bez problemu pracuje w dwóch trybach: USB 2.0 oraz USB 3.0. Zbudowana jest z lekkiego, szczotkowanego aluminium barwy grafitowej. Konstrukcja jest bardzo lekka i przyjemna w dotyku. Całość sprawia dobre wrażenie pod względem spasowania i trwałości. Testowany egzemplarz to według producenta wersja limitowa. Kieszeń posiada jasnoniebieską diodę LED informującą o stanie urządzenia, dzięki temu wiemy czy urządzenie jest podłączone i czy pracuje. Dioda nie emituje bardzo jasnego światła przez co nie przeszkadzają w codziennej pranatec-rhino-4cy, szczególnie w dni pochmurne czy w nocy. Do kieszeni producent dołączył kabel USB oraz etui z miękkiego, sztucznego materiału imitującego skórę który jest najsłabszym ogniwem zestawu. Uważam go za zbędny dodatek, gdyż obudowa kieszeni sama w sobie chroni się przed zarysowaniem.  Etui jest mało praktyczne i brzydko pachnie tworzywem sztucznym. Wielu użytkowników sugeruje zaraz po zakupie wyrzucenie pokrowca do kosza. Kieszeń testowano z dyskami: WD Scorpio Blue WD5000BEVT oraz Crucial BX100. Kabel połączeniowy ma długość 61 cm. W niektórych przypadkach dysk w kieszeni jest zbyt luźny. Aby wyeliminować drgania i przemieszczanie się dysku sugeruję między ściankę obudowy a dysk włożyć np. kartkę papieru.

Podsumowanie: Uważam że produkt firmy NATEC jest bardzo udany i trwały. Jest to obudowa na każdą kieszeń, choć w tej klasie można znaleźć tańszą alternatywę. Pomimo paru niedociągnięć produkt jest godny uwagi.

Moja ocena: -5

zalety:
+ design
+ USB 3.0
+ lekkość
+ cena

wady:
– brzydko pachnący pokrowiec
– niektóre dyski są za luźne

Crucial BX100 – test dysku SSD

Po wielu miesiącach oczekiwania aż kurs dolara ustabilizuje się, a ceny dysków twardych spadną do akceptowalnych wartości, m.in. z powodu, że nadal jest to nowość technologiczna, nadszedł czas na zakup pierwszego dysku SSD w moim życiu. Wybrałem produkt Crucial-a BX100, wersja 250 GB. O dyskach tej firmy krążą opinie, że jest to idealny stosunek jakości do ceny. Produkt zakupiłem w sieci sklepów Proline, a test wykonałem na dość leciwej konstrukcji jaką jest komputer Lenovo G550 o następujących parametrach:

  • procesor: Intel Core 2 Duo T6600, 2200 MHz, 2MB cache (mobile)
  • płyta główna: Lenovo NITU1 (obsługuje standard SATA I i II)
  • pamięć RAM: Nanya NT2GC64B8HA1NS-BE 4 GB Dual DDR3-1066 (533 MHz) SDRAM
  • karta graficzna: NVIDIA GeForce G210M

Dla porównania zamieszczam screen z programu CristalDiskMark 5.1.2 mojego starego dysku WD Scorpio Blue WD5000BEVT 500 GB, który fabrycznie znajdował się w powyższej konfiguracji. Są to testy jednego i tego samego dysku, robione na 2 różnych partycjach C – systemowa, N – z danymi:

diskmwd1 diskmwd2

A teraz wynik Crucial BX100, partycja C – systemowa oraz P – dane:

diskmcrucial1 diskmcrucial2

Mówiąc pokrótce wszystkie wartości porównywane, powinny być wyższe w dyskach SSD w stosunku do dysków tarczowych i tak jest również w tym przypadku. Powyższe wyniki nie są do końca miarodajne, ponieważ w chwili wykonywania testu Crucial pracował w trybie SATA II, nie jest to jego najwyższy tryb. W związku z tym wykonując test na komputerze z wbudowaną obsługą SATA III uzyskamy znacznie wyższe wyniki. Test miał jedynie na celu pokazanie jakie wartości osiągają dyski w tych samych trybach i czy warto je instalować w starych komputerach. Konfiguracja sprzętowa pozostała niezmienna podczas obu testów. Często użytkownicy chcąc przyśpieszyć swoje stare komputery decydują się na wymianę dysku twardego. Jest to zazwyczaj ich drugi krok po rozbudowie pamięci RAM. Zysk jest, ale nie zawsze widoczny gołym okien. Najważniejszą cechą dysków SSD jest ich bardzo szybki czas dostępu do danych i to jest główny powód instalacji SSD w starszych maszynach.

Dla zainteresowanych zamieszam link do strony producenta oprogramowania CristalDiskMark celem poszerzenia wiedzy i przeanalizowania dokumentacji: http://crystalmark.info/software/CrystalDiskMark/manual-en/Overview.html

crucial1

Fotografia opakowania.

Na tym kończymy operowanie na suchych liczbach. Na co zwraca uwagę konsument kupujący Cruciala? Na to, że producent oszczędza na pudełku w którym umieścił urządzenie. Nie jest to jednak wadą. Mniejszy kartonik – mniej wyciętych drzew celem pozyskania papieru. Rozwiązanie to nie podnosi również ceny finalnej produktu. Większość osób i tak zaraz po rozpakowaniu produktu prędzej czy później opakowanie wyrzuci. Sam dysk jest lekki i dobrze leży w dłoni, jest po prostu ładny, ale nie ręka jest jego miejscem docelowym. Jego wymiary to 99,7 × 69,75 × 7,0 mm. Wizualnie nie różni się niczym od swojego poprzednika Crucial MX100. Wraz z dyskiem zapakowanym w antystatyczną folię dostajemy ramkę, która po naklejeniu zwiększa jego grubość z 7mm do 9. Główna różnice między BX100 a jego poprzednikiem znajdują się w środku. Chodzi dokładnie o kontroler, o oznaczeniu SM2246EN firmy Silicon Motion. Poprzednik korzystał z Marvell 88SS9189. Do dziś nie wiadomo dlaczego producent zdecydował się na ten krok. SM2246EN umożliwia maksymalny odczyt / zapis z prędkością 550/410 MB/s a także 80 000 operacji wyjścia / wejścia na sekundę.

crucial3

Zawartość pudełka.

W przypadku mojej konfiguracji sprzętowej zauważyłem, że system operacyjny zainstalował się o 2/3 krócej niż dotychczas. Pewne komunikaty i obrazki nie zostały w ogóle wyświetlone (producent oprogramowania chce podczas instalacji nas czymś zająć), ponieważ cały proces trwał znacznie szybciej niż w przypadku klasycznego dysku tarczowego. System uruchamia się znacznie szybciej. Wszelkie skanowania skanerem antywirusowym, operacje na plikach takie jak kopiowanie i zapisywanie przyśpieszyły w sposób widoczny. Zdaje sobie sprawę, że Crucial pokazałby pazur w mocniejszej konfiguracji sprzętowej, ponieważ widziałem jak zachowuje się na komputerach moich klientów. Najbardziej rzuca się w oczy przyśpieszony dostęp do danych. Zauważyć to można wchodząc do jakiegoś folderu, gdzie znajduje się spora ilość plików, np. do folderu z muzyką. Czas ładowania się tych elementów powala na kolana. Również dostęp do plików programów graficznych jest widoczny. Skala 1:1 i spory rozmiar edytowanego pliku nie są żadnym problemem dla Crucial BX100.

Dyski SSD mają jeszcze bardzo ważną cechę. W środku nie ma żadnej części mechanicznej, nie ma tarczy, nie ma głowicy, czy magnesu znanego z dysków tarczowych. Dlatego dysk SSD jest lżejszy i jest mniej podatny na uszkodzenia z powodu przenoszenia go podczas pracy czy na uderzenia zarówno podczas pracy jak i w spoczynku.

ccleaner

Screen z programu CCleaner.

Co z wadami? Jest kilka. Aktualna cena dysku Crucial BX100 wynosi 309 zł. Dla porównania cena najtańszego dysku tarczowego o pojemności 2x większej czyli Seagate ST500LT012 500GB jest mniejsza o 124 zł. Jeśli ktoś potrzebuje więcej GB powinien wybrać klasyczny dysk tarczowy. Drugą wadą może być to, że technologia jest na tyle nowa, że nie wiadomo jak będą wyglądały takie dyski po kilku latach pracy. Jeśli zależy nam na sprawdzonej stabilności wybierzmy klasykę. Trzecim problemem może być formatowanie dysku przed sprzedażą. Słyszałem różne opinie, na temat nadpisywania dysku SSD, niektórzy twierdzili, że skraca to żywotność dysku, inni że nadpisywany plik klonował się w kilku miejscach na dysku i w związku z tym nie można pozbyć się wszystkich danych opcją „bezpieczne nadpisywanie danych” znaną z np. programu CCleaner.

Osoby zainteresowane tematem odsyłam do bloga firmy Kroll Ontrack, specjalizującej się w odzyskiwaniu i kasowaniu danych z dysków:

http://datablog.krollontrack.pl/2014/04/04/bezpieczne-niszczenie-danych-dyskow-ssd-4-rzeczy-ktorych-musisz-wiedziec/

Oraz strony grupy zajmującej się bezpieczeństwem komputerowym – portalu Niebezpiecznik:

https://niebezpiecznik.pl/post/dyski-ssd-ciezko-bezpiecznie-wyczyscic/

crucial4

Ramka i dysk.

Podsumowanie: Jeśli ktoś się zastanawia nad zakupem nowego dysku twardego musi przemyśleć sobie pewne kwestie i odpowiedzieć na pytanie: czego oczekuje od dysku. Jeśli większej ilości pamięci i mniejszej ceny kosztem słabszej wydajności niech wybierze dysk tarczowy, jeśli na wszystkie pytania odpowiedział przeciwnie SSD jest wyborem dla niego. Uważam, że technologia jest na tyle ciekawa, że za kilka lat całkowicie wykluczy z rynku technologie dysków tarczowych. Są też inne rozwiązania: połączenie dwóch rozwiązań w jednej obudowie, tzw. dyski hybrydowe. Obecnie tego typu dyski można znaleźć już na rynku. Są to urządzenia z wirującymi talerzami oraz kością NAND flash, która znacznym stopniu przyśpiesza komputer.

Moja ocena: 5

zalety:
+ szybkie transfery
+ zużywa mniej prądu
+ szybki dostęp do danych
+ obniża wagę komputera przenośnego
+ podnosi wydajność starszych komputerów

wady:
– problem z usunięciem danych przed sprzedażą
– cena 1 GB danych jest znacznie wyższa niż w klasycznych dyskach

Braun Oral-B Professional Care 500 – test elektrycznej szczoteczki do zębów

Pierwszym testem jaki przeprowadziłem było ustalenie czy szczoteczka do czyszczenia zębów w wersji elektrycznej dla osoby która przez ćwierć wieku używała klasycznej odmiany tego produktu ma racje bytu. Mimo początkowych obaw jestem pozytywnie zaskoczony.

a-4

Pudełko Oral-B Professional Care 500.

Pod lupę wziąłem produkt firmy Braun Oral-B Professional Care 500 zakupiony w sieci sklepów RTV Euro AGD. Początkowo chciałem zakupić produkt tej samej firmy lecz model Vitality, który różni się tym, że brak w nim trybu „udarowego” rozbijającego płytkę nazębną. Jednak postanowiłem dorzucić kilka złotych i zawierzyć firmie Braun Oral-B. Nie zawiodłem się.

Początki były trudne. Można by rzec dramatyczne. W głowie pojawiła mi się opcja oddania produktu po drugim dniu użytkowania.

1 dzień: Włączam urządzenie. Bardzo głośno bzyczy. Czuję wibracje w dłoni. Jest to uczucie nieprzyjemne i niemalże obce, porównywalne z koszeniem trawy kosiarką spalinową. Pomimo dobrej instrukcji, którą znalazłem w pudełku wraz z produktem oraz materiałach informacyjnych na stronie producenta, pierwsze mycie uznaje za trudne. Początkujący użytkownik nie wie jak się zachować, nie umie włożyć główki szczoteczki w odpowiednie miejsca. Uczucia są dość nieprzyjemne dla osób, które nie lubią wizyt u stomatologa. Pracę urządzenia można porównać do wiercenia w zębie wiertarką dentystyczną albo szlifowania szkliwa szlifierką stomatologiczną. Właściwie oba urządzenia można ze sobą powiązać, ponieważ przyświeca im ten sam cel – rozbicie płytki nazębnej. Finał pierwszego czyszczenia zębów szczoteczką Braun Oral-B Professional Care 500 był taki, że wszędzie było dużo krwi z dziąseł pomieszanej z fioletową pianą. Wyglądałem jak zombie po obfitym obiedzie. O dziwo nie bolały mnie zęby. Jeśli chodzi o jakość wymycia, oceniam ją na 4. Jak się okazało w następnych dniach było coraz lepiej, bo jest to zależne od techniki i doświadczenia które nabywamy po każdym myciu w pierwszym miesiącu użytkowania.

a-1

Szczoteczka z końcówką Floss Action.

2 dzień: Zacząłem dzień od przeglądnięcia stanu uzębienia w lustrze. Widać było, że dziąsła przeżyły ciężkie chwilę podczas pierwszego mycia szczoteczką Oral-B Professional Care 500. Tego dnia było mniej krwi ale nadal z efektem „najedzonego zombie”. Zgodnie z informacją producenta krwawienie powinno ustąpić do kilku tygodni, ponieważ dziąsła muszą się wzmocnić i przyzwyczaić. Szczoteczkę dobrze wypłukałem, przetarłem ręcznikiem papierowym do sucha i zostawiłem do następnego mycia na 10h. Po powrocie zauważyłem, że szczoteczka jest znowu we krwi i nie dlatego że ktoś inny jej używał. Były to po prostu zacieki po poprzednim myciu. Wyglądało to bardzo nieestetycznie i wręcz obrzydliwie dla osób korzystających z łazienki. Nie wiedziałem jak rozwiązać ten problem.

a-2

Zawartość opakowania.

3 dzień: Stan wizualny szczoteczki zastałem taki jak podczas wczorajszego, wieczornego mycia. Czyli czerwone zacieki na całej długości. Rozpoczynamy mycie. Zacząłem się stosować do sygnałów wibracyjnych (funkcja się nazywa Timer) wysyłanych przez urządzenie, podobnych do tych znanych z telefonów komórkowych. Sygnały te cyklicznie, w regularnych odstępach czasu poprzez trzykrotne, jednosekundowe wyłączenia urządzenia podczas pracy informują nas abyśmy zaczęli czyść następną partie zębów. Czas tych odstępów jest tak wyliczony, że jest to prawie idealne rozwiązanie, aby kontrolować dzienny czas mycia. Dla nowych użytkowników Oral-B Professional Care 500 czas ten może być za krótki. Tu pojawia się pierwsza wada urządzenia. Przerywanie pracy jest nieprzyjemne i wzbudza w użytkowniku poczucie, że z urządzeniem nie dzieje się najlepiej. Uważam, że lepiej zastąpić to rozwiązanie sygnałem dźwiękowym, np. jedno „piknięcie” – zmiana obszaru mycia, trzy piknięcia koniec sugerowanego czasu mycia całości. Nie musiałyby być to głośne dźwięki. Drugą wadą którą odkryłem jest brak możliwości mycia zębów szczoteczką znajdującą się w ładowarce. Fakt nie jest to wygodne rozwiązanie, ale potrzebne. Kiedy umyjemy całą górną szczękę i braknie nam energii na umycie dolnej. Frustrującym jest biegnięcie po szczoteczkę klasyczną i dokańczanie mycia nią. Nie dość, że cały proces się wydłuża, to robimy to mniej dokładnie. Jako że śpieszyłem się do klienta nie mogłem sobie pozwolić na pozostawienie sprzętu w ładowaniu przynajmniej 15 minut w celu dalszego kontynuowania. Właściwie do dziś nie zostawiam żadnego urządzenia samego sobie w domu celem naładowania. Staram się oszczędzać energie i minimalizować zagrożenie pożarowe i nie jest to zależne od marki produktu. Zasadą tą kieruje się zawsze i wszędzie. Trzeci dzień wymycia uważam za idealny.

4 dzień: Wymycie jak wczoraj. Kolejną wadą urządzenia jest jego głośna praca. Gdy wracam późno z pracy muszę używać szczoteczki klasycznej aby nie obudzić domowników. W początkowej fazie mycia szczoteczka generuje hałas o natężeniu 66 dB, a po chwili stabilizuje się w przedziale 59-62 dB. To nadal za głośno, zwłaszcza na mycie zębów późną nocą. Można ten problem rozwiązać poprzez umieszczenie na urządzeniu drugiego przycisku służącego do włączenia mycia w trybie Eco. Szczoteczka uruchamiałaby się wtedy w wolniejszym trybie przez co generowałaby mniej hałasu. Uważam, że to rozwiązanie nie wpłynie na cenę urządzenia i jest akceptowalne dla producenta.

5 dzień: Podczas dzisiejszego testu szczoteczka wymiotła mi starą plombę stomatologiczną. Jest mocna i radzi sobie nawet z tym. Chcąc nie chcąc musiałem udać się do dentystki celem założenia nowej plomby. Podczas samego mycia jest coraz mniej krwi z dziąseł. Zdarzają się takie dni jak dziś, że piana z pasty poprzez rękojeść rozlała mi się po całym łokciu dlatego zalecam dbanie o suchość rękojeści i w razie potrzeby przetarcie jej papierem toaletowym w czasie pracy. Mało kto może pozwolić sobie rano na kilkukrotne przebranie koszuli 5 minut przed wyjściem.

6 dzień: Byłem dziś u kolegi który ma podobną szczoteczkę. Poradził mi na zacieki abym po każdym umyciu zębów ściągał główkę szczoteczki, płukał samą szczoteczkę, wytarł do sucha i odłożył. Natomiast główkę żebym popłukał i odłożył na jakiś papier, np. toaletowy aby obciekła i wyschła. Skończył się nieestetyczny problem zacieków na rękojeści. Dzisiejsze mycie oceniam również idealne. Czuć językiem, że zęby są gładsze i zanieczyszczeniom będzie trudniej się osadzić.

2 miesiąc: Jakiś czas temu zauważyłem na swojej górnej jedynce brązową kreskę długości 1 cm. Myślałem, że jest to próchnica ale nie. Podczas używania szczoteczki elektrycznej zauważyłem, że kreska powoli zanika aż znikła całkowicie. Okazało się że bym to kamień nazębny. Kolejny raz jestem zadowolony z Oral-B Professional Care 500. Wszystkie przebarwienia z kawy, herbaty i lat niedbałego używania klasycznej szczoteczki ręcznej znikają. Zęby stały się znacznie bielsze. Wielokrotnie zadawano mi pytanie czym i kiedy wybielałem zęby. Ludziom trudno było uwierzyć, że wystarczyła zmiana szczoteczki i 2 miesiące regularnego jej stosowania. Przez ten cały czas używałem końcówki fabrycznej: Oral-B Precision Clean. Jest to końcówka zalecana do usuwania płytki nazębnej, sprawdziła się idealnie. Pokuszony wynikami postanowiłem wypróbować też inne końcówki ale o tym w następnych testach.

a-3

Zawartość opakowania.

Na zakończenie: Firma Braun Oral-B prowadzi dobrą politykę marketingową i reklamową, lecz nie posiada w swoim arsenale programu lojalnościowego w którym to zadowoleni klienci mogliby polecać produkty innym. Na swoje pytanie otrzymałem następującą odpowiedź: „Dziękujemy za kontakt z naszym Działem Obsługi Konsumenckiej oraz za przekazane informacje. Z przykrością informujemy, że obecnie nasza firma nie prowadzi programu lojalnościowego”. Niestety na drugiego e-maila wysłanego 5 miesięcy temu nie odpisali do dziś. Szkoda, skorzystałby obie strony. Mimo wszystko do chwili obecnej dzięki mnie produkt zakupiło pięciu znajomych.

Podsumowanie: Oral-B Professional Care 500 to świetny produkt, starannie wykonany w Niemczech. Nie mamy tu do czynienia z tanimi plastikami rodem ze wchodu. Obudowa jest dobrze spasowana przez co urządzenie sprawia wrażenie trwałego i takie jest. Rynek szczoteczek elektrycznych ma jeszcze spore możliwości rozwoju. Nadal jest to gama produktów elitarnych, nie są tak powszechne jak zwykłe szczoteczki ręczne. Ze względu na to ludzie postrzegają je jako produkty drogie i zupełnie niepotrzebne. Uważają że wystarczy im szczoteczka ręczna za 15 zł, bez ładowania, kabli, ładowarek i innych akcesoriów. Design jest prosty i ponadczasowy, a ubarwienie nie drażni. Dobrze trzyma się zarówno w mokrej i jak i suchej dłoni. Przycisk włączania / wyłączania działa zawsze wtedy, kiedy chcemy go użyć. Szczoteczka czyści zęby w technologii 3D (ruchy pulsacyjne, oscylacyjne i rotacyjne), dla porównania model Vitality czyści tylko w 2D. Mechanizm generuje 20 000 ruchów pulsacyjnych i 8 800 ruchów oscylacyjnych / rotacyjnych na minutę. Timer wskazując rekomendowany przez dentystów, 2-minutowy czas szczotkowania powoduje, że zawsze szczotkujemy zęby tyle czasu ile potrzeba.

Moja ocena: 5

zalety:
+ cena
+ niemiecka jakość
+ użyte materiały
+ pilnujący nas Timer
+ efekt końcowy mycia
+ długa praca na jednym ładowaniu

wady:
– nie działa z sieci
– jest za głośna